środa, 9 września 2015

Rozdział I

Pierwsze spotkanie zawsze jest niesamowite. Bywa piękne, bywa trudne, ale zawsze ma za sobą jakiś skutek. Mimowolnie zaczynasz zastanawiać się co by było gdyby...


Barcelona 2013r.

Milagros wraz z Rafinhą stali na placu wypełnionym samochodami oraz motocyklami.
- Ten czy ten?- zapytał piłkarz wskazując czarny oraz czerwony.
- Rafinha zdecyduj się. Jestem kobietą, a wybrałabym szybciej niż ty.
- Ciekawy jestem. Póki co chodzisz i nic sobie nie wybrałaś, a twój motor już długo tak nie pociągnie.
- Wybrałam, ale...
- Ale co?- wtrącił, gdy się zawahała.
- Brakuje mi sześćset euro.- wydukała nieśmiało. Było jej wstyd, że nie miała wystarczająco dużo pieniędzy na zakup tak niezbędnej dla siebie rzeczy. Przecież potrzebowała czegoś do poruszania się zatłoczonymi ulicami Barcelony, by dostać się do pracy. Na codzień starała się nie narzekać, lecz prawdą było, że jej sytuacja nie należała do najlepszych. Ledwo wiązała koniec z końcem, a co dopiero mowa o przyjemnościach. Po pierwsze brakowało jej pieniędzy, a po drugie nawet gdyby je miała to zabrakłoby jej czasu.
- Pożyczę ci.- rzucił bez namysłu. Czym było dla niego sześćset euro. To jak dla niej sześć centów.
- Niestety musze odmówić. To jedna trzecia mojej pensji. Nie wiem kiedy bym ci to miała oddać.- odpowiedziała natychmiast. Nie chciała użalania się nad sobą. Zawsze radziła sobie sama i tym razem też da radę.
- Oddasz, jak będziesz miała. Dla mnie to nie problem.- wzruszył ramionami siadając na czarnym ścigaczu.
- Pewnie pracowałeś ciężko na te pieniądze. Nie, nie zgadzam się.- zaprotestowała pewniej, gdy kolejny raz ją namawiał.
- Ciężko to może trochę było... W końcu wygrać z Atletico nie jest za łatwo.- zrobił zamyśloną minę, ale już po kilku sekundach wybuch śmiechem.
- Zaraz, zaraz kim ty w ogóle jesteś?- spytała jakby domyslajac się zawodu kolegi.
- Gram w Barcy, nie poznałaś mnie? Niestety nie jestem za często widoczny na boisku.- wyprosrował się wciąż siedząc na motocyklu i uniósł jedną brew.
- Wiedziałam, że skąś znam tę twarz.- zaśmiała się triumfalnie wskazując na niego palcem.
- Masz, oddasz jak będziesz miała.- wręczył jej gotówkę, kiedy była zajęta rozpracowywaniem jego zawodu.
- Kto normalny trzyma taką kwotę w portfelu.- zdziwiła się spoglądając na ilość gotówki, którą właśnie trzymała w dłoni.
- Nie gadaj tylko kupuj, a ja jeszcze się zastanowię.- położył dłonie na rączkach, przyjmując pozycję odpowiednią do szybkiej jazdy.
Dziewczyna udała się do dealera. Podał jej kluczyki, sprawdzili motocykl odbywając krótką jazdę próbną wokół posesji, po czym wrócili do biura. Piłkarz wciąż stał obok dwóch maszyn, zastanawiając się nad wyborem jednej z nich. Milagros zaśmiała się pod nosem i pokręciła bezsilnie głową widząc skupienie nowego kolegi.
- Oto książka serwisowa, drugi komplet kluczyków oraz faktura. Miłej jazdy.- oznajmił około czterdziestoletni mężczyzna z firmowym uśmiechem na ustach.
- Nie dziękuję.- zaśmiała się i uścisnęła dłoń mężczyzny. Podeszła do piłkarza, a następnie uderzyła go w plecy, tak mocno, że oboje usłyszeli głuchy huk.
- Ała! Milagros, oszalałaś?- pisnął niczym mała dziewczynka, na co Hiszpanka zareagowała nagłym wybuchem śmiechu.
- Wybrałeś?- zmieniła temat zaraz po tym, jak zdołała uspokoić oddech.
- Chyba tak. Biorę ten czarny.- wskazał na motocykl widniejący po ich prawej stronie. Od początku go wolał, ale brakowało mu odwagi na szybką decyzję.
- Uff...- odetknela z wyraźną ulgą. - Ja bym go wzięła już dwadzieścia minut temu.- uśmiechnęła się szeroko machając z nudów kluczykami.
- Myślisz, że to dobry wybór?- spytał jakby wciąż był niepewny swojej decyzji.
- Tak, kupuj go i się nie zastanawiaj.- utwierdziła go w przekonaniu iż robi dobrze, po czym zniknął w miejsce, gdzie jeszcze pięć minut temu znajdowała się dziewczyna.
Po otrzymaniu dokumentów, kluczyków i zapłacie znajomi udali się na parking, a pracownicy salonu wyprowadzili ich motory. Oboje usiedli na nich. Dziewczyna pochyliła się na swoim, by poczuć to cudowne uczucie podczas jazdy.
- Jedź za mną.- powiedział również zajmując miejsce. W odpowiedzi skinęła twierdząco głową. Jednym mocnym ruchem odpalili maszyny. Jeszcze przez chwilę stali na parkingu, aby móc napawać się dźwiękiem silników. Z piskiem opon ruszyli spod budynku zostawiając za sobą ogromny tuman kurzu. Zatrzymali się dopiero na światłach. Rozejrzała się, gdyż zupełnie nie znała tego miejsca. Od dziecka mieszkała w Barcelonie, lecz w tej dzielnicy była po raz pierwszy. Było to bogate osiedle, zdecydowanie nie dla przeciętnych zjadaczy chleba, a tym bardziej osób takich jak ona.
- Gdzie jedziemy?- spytała patrząc w prawo, gdzie znajdował się Rafinha.
- Jedziemy opić nasz zakup. Następna w lewo.- zdążył poinformować ją gdzie należy skręcić, po czym zapaliło się zielone światło, a ona ruszyła z piskiem opon.
Dogonił ją prawie pod swoim domem. Dał jej znak, aby się zatrzymała.
Zaparkowali na szerokim podjeździe prowadzącym do garażu na minimum trzy samochody. Przeniosła swój wzrok na kremowy budynek ogromnych rozmiarów.
- Po co ci tak wielki dom?- spytała szeptem, tak cicho, że ledwo sama siebie usłyszała. Zeszła z motoru, następnie poprawiając włosy oraz zdejmując skórzane rękawiczki.
- Zapomniałem.- jęknął głośno wypuszczając powietrze z płuc. Usłyszawszy głośną muzykę dochodzącą z domu. Popatrzyła na niego pytająco. - Zrobiłem dzisiaj imprezę z okazji zakończenia sezonu. Najlepsze jest to, że o niej zapomniałem. Chodź poznasz moich kolegów.- rzucił bez namysłu chwytając jej dłoń, a następnie prowadząc w stronę drzwi.
- Czekaj, muszę poprawić makijaż.- westchnęła jakby z pretensją, że się tego nie domyślił. Wyjęła z kieszonki swojej skórzanej kurtki, czerwoną szminke i tusz do rzęs. - Może być?- spytała po chwili spędzonej z kosmetykami i telefonem w roli lusterka.
- Tak, ale chodź już.- jęknął zniecierpliwiony, ponawiając poprzednią czynność.
- Ale napewno dobrze wyglądam?- pytała wciąż, podczas gdy piłkarz ciągnął ją za rękę w stronę domu. Ona z ogromnym trudem dreptała na szpilkach robiąc małe kroczki tuż za kolegą, który jak na sportowca przystało nie umiał chodzić wolno. Jeśli chodzi o jej buty to dobrze widzicie... Tak, ona jeździ w szpilkach na motorze. Może to niebezpieczne, nieodpowiedzialne, a nawet głupie, ale ona kocha adrenalinę i dreszczyk emocji podczas wchodzenia w zakręt. Nie była typową kobietą. Uwielbiała wszystko co niebezpieczne oraz szybkie.
- Jak można spóźnić się na własną imprezę?- spytał Bartra na widok kolegi, który ledwo przekroczył próg salonu.
- W dodatku ponad pół godziny.- zaśmiał się Gerard, który nie wiadomo kiedy wyrósł przed nimi, przy okazji śledząc oczami nieznaną dziewczynę.
Milagros śledziła wzrokiem każdego z piłkarzy. Wielu z nich wydało jej się bardzo przystojnych do momentu, gdy napotkała ciemnobrązowe oczy, które niemal natychmiast ją uwiodły. Sprawiły, że nie potrafiła oderwać od nich wzroku. Kiedy mężczyzna posłał jej cwaniacki uśmiech, czar prysł i rozumiała, że jest zwykłym dupkiem.
- Mogłeś powiedzieć, że będziesz z dziewczyną.- dodał Messi pojawiając się równie niespodziewanie jak Pique.
- Mógłbyś nam ją przedstawić.- rzucił Alexis ruszając przy tym znacząco brwiami.
- Milagros.- podała mu rękę, po czym podeszła do każdego z nich i przywitała się z nimi. Do wszystkich uśmiechała się swoim ciepłym, naturalnym uśmiechem. Na dłużej zatrzymała się dopiero przy mulacie.
- Thiago.- znów posłał jej cwaniacki uśmiech. Cicho fuknęła postanawiając nawiązać jakiś temat.
- Jesteś bardzo podobny do Rafinhi.- zauważyła na chwilę odwracając się w stronę gospodarza imprezy.
- Jesteśmy braćmi.- rzucił przechodzący obok Rafael. Miło zapowiadającą się rozmowę przerwał telefon starszego z braci Alcantara. Sprawdziwszy wykonawcę połączenia natychmiast odszedł na bok. Próbował szeptać, lecz było widać, jak bardzo jest zdenerwowany. To nie mógł być zwykły służbowy telefon. Tymczasem Hiszpanka odwróciła wzrok i udała się porozmawiać z innymi piłkarzami.
Impreza rozkręcała się na dobre. Wtem mocno zakrapiony, jak reszta towarzystwa, David wpadł na pewien pomysł. Wziął ze stołu szklaną butelkę po alkoholu i z uśmiechem od ucha do ucha usiadł na środku salonu.
- Gramy w butelkę?- wykrzyczał pytanie zadowolony z siebie. Na odpowiedź nie musiał długo czekać, gdyż już po paru sekundach pojawili się obok niego inni piłkarze, nowopoznana Hiszpanka również. Zabawa rozkręcała się w szybkim tempie. Pierwszy kręcił pomysłodawca, czyli Villa - wypadło na Leo. Załamany Argentyńczyk uderzył się ręką w głowę, głośno przy tym wzdychając.
- Pytanie, czy wyzwanie?- Hiszpan poruszył zabawnie bramwiami.
- Wyzwanie.- wyprosrował się, aby udać poczuć się pewnym.
- Chcę mieć twoje zdjęcie w szlafroku Anto.- roześmiał się Villa. Argentyńczyk niechętnie przystał na wyznaczone zadanie. Messi wziął butelkę i zakręcił nią najmocniej jak potrafił. Zatrzymała się wskazując na Pique. Nie mogło to wróżyć nic dobrego.
- Pytanie, czy wyzwanie?- spytał środkowy napastnik, zacierając ręce.
- Wyzwanie.- wyszczerzył się Hiszpan.
- Wskocz do basenu w ubraniach, najlepiej prosto z balkonu.
- Co?! Przecież mam najnowszą koszulę od D&G!- obudził się urażony obrońca.
- Kupisz sobie drugą.- posłał mu buziaka. Gerard stanął przy barierce jednej z sypialni gościnnych młodszego Alcantary. Spojrzał w dół, aby oszacować wysokość, po czym oddalił się na kilka metrów. Wziął rozbieg i przeskakując przez metalową poręcz, rzucił się w wodę z głośnym pluśnięciem. Wszyscy zaśmiali się głośno na widok mokrego Pique idącego w stronę Puyola, którego już po chwili trzymał w mocnym uścisku.
- Mogłeś się nie śmiać.- zachichotała barcelońska "3" i wrócił na miejsce.
Po kilku wylosowanych zawodnikach, przyszła kolej na szatynke.
- Uuu... Milagros!- krzyknął kręcący Pique. Wszyscy piłkarze od razu zrozumieli, że to nie wróży nic dobrego, a najlepiej wskazywały to ich miny. Tylko ona siedziała zdezorientowana i czekała na "wyrok". - Pytanie czy wyzwanie?
- Wyzwanie.- odpowiedziała pewnie. Nie chciała pokazywać im, że choć trochę się boi. Gerard przez moment zastanawiał się nad nim. Z pomocą przyszedł mu Rafinha z głupkowatym uśmieszkiem. Szepnął mu  kilka słów, po czym obaj roześmiali się złowieszczo.
- Pocałuj Alcantarę.- obrońca znacząco poruszył brwiami.
Na kolanach zaczęła iść w stronę Rafinhi. - Nie Rafinhie, jego.- wskazał palcem na Thiago. Ten popatrzył na nią z tym swoim cwaniackim uśmiechem. Westchnęła z uśmiechem patrząc na jego wyraz twarzy. Zbliżyła się do niego i złączyła ich usta zostawiając na nich szybkiego buziaka.
- Tak się nie liczy!- jęknął zawiedziony Pique, a cała drużyna razem z nim.
Usiadła naprzeciwko mulata, przyciągając go bliżej za pomocą koszulki, a następnie złączyła ich usta, dodatkowo wplatając palce w jego ciemne włosy. Gdyby nie fakt, że to zabawa można by pomyśleć, że są naprawdę dobrą parą. Zawodnicy zaczęli gwizdać, a oni rozłączyli wargi. Oboje poczuli, że nie był to zwykły pocałunek. Poczuli ciepło płynące z nieokreślonego miejsca w ciele.
- Widzisz, wykonałam zadanie!- pochwaliła się z dumą Gerardowi.
Grali dalej, wykonywali idiotyczne zadania lub odpowiadali na głupie pytania. Milagros świetnie się z nimi bawiła.
Zabawa zakończyła się po dobrej godzinie głośnych śmiechów.
- Rafinha, gdzie jest łazienka?- spytała odnajdując w tłumie gości gospodarza.
- Jedna tu na dole, na końcu korytarza w prawo. Druga na górze, poznasz po drzwiach.
- Dzięki.- skinęła głową na znak, że zrozumiała. Udała się do upragnionej od dłuższego czasu toalety, niestety ta na dole była zajęta, więc weszła na górę.
Wychodziła właśnie ocierając jeszcze wilgotne dłonie o spodnie, z nadzieją, że nikt tego na zauważy. Wtem poczuła, jak ktoś ciągnie ją za rękę. Zatrzymali się zaraz za najbliższymi drzwiami. Znajdowali się w jednej z sypialni. Chłopak przysunął ją do ściany, a następnie przyparł do niej ciało, jednocześnie łącząc ich wargi. Milagros od razu rozpoznała tę osobę. Tylko jeden osobnik całował w ten cudowny sposób.
- Thiago, co ty wyrabiasz?- spytała delikatnie go odpychając. Powoli docierało do niej co się przed momentem stało.
- Całuję cię.- odpowiedział wzruszając ramionami z doskonale znanym jej uśmiechem. Powtórzył czuły gest, gdy tylko otworzyła usta, by coś mu odpowiedzieć.
- Wszystkie dziewczyny tak traktujesz?- odepchnęła go mocniej. Choć jego zachowanie było niespodziewane to podobało jej się. Podobała jej się jego stanowczośc, lecz tempo tej znajomości było za duże. Lubiła spontaniczność, ale na taką zawrotną prędkość nie była przygotowana.
- Thiago, nie rozpędzasz się?- udawała niedostępną jednak cholernie jej się to podobało. Popatrzył na nią tymi swoimi, pięknymi, brązowymi oczyma. Niemal robiąc w niej dziurę. Teraz, gdy byli tak blisko siebie mogła dokładnie mu się przyjrzeć.
- Dlaczego mój brat ma zawsze lepsze dziewczyny ode mnie.- westchnął zawiedziony odwracając wzrok na komodę stojącą z ich lewej strony. Ona stała wciąż nie odrywając od niego wzroku i analizując jego słowa.
- Nie jestem jego dziewczyną, znamy się od wczoraj.- odpowiedziała lekko się uśmiechając. Położyła dłoń na jego policzku i delikatnie potarła go kciukiem. Nie wiedziała dlaczego to robi. Jakaś wewnętrzna siła nią kierowała.
- Ale jak to? Nie wygladacie, jakbyście znali się dwa dni.- powiedział z lekko uchylonymi ustami oraz szeroko otworzonymi oczami. Był w szoku.
- Wczoraj, gdy wracałam z pracy popsuł mi się motocykl, a on pomógł mi go naprawić. W zamian za to, ja pomogłam mu kupić motor dla siebie...
- Zaraz, zaraz...- przerwał jej i zatrzymał głos na kilka sekund. Analizował właśnie słowa Hiszpanki. - Masz motocykl?- spytał zdezorientowany.
- Tak, kilka godzin temu kupiłam sobie nowszy model. Tamten stary grat już się do niczego nie nadawał...- za każdym razem, gdy zaczynała mówić o ukochanej maszynie, słowa wydobywające się z jej ust jakby nie chciały się zatrzymać. Była to jej pasja zaczerpnięta od ojca. Już jako 6-letnia dziewczynka pokochała motoryzacje. To on nauczył ją jeździć oraz naprawić każdą usterkę. Thiago pocałował ją, aby wreszcie przestała mówić.
- Znowu to robisz.- po raz kolejny go odepchnęła następnie zakładając ręce na piersi i robiąc minę obrażonej księżniczki.
- To nie moja wina, że tak na mnie działasz.- zrobił niewinną minę, patrząc w jej piwne oczy. - Co jutro robisz?- spytał nagle zmieniając temat.
- Odpoczywam, jak w każdą niedzielę.- wzruszyła ramionami, jednocześnie słodko marszcząc czoło.
- Bądź tutaj o 16.00.- oznajmił. Lekko zdziwiona pokiwała twierdząco głową. Pocałował ją w czoło i wyszedł. Tak poprostu, zostawiając ją samą w sypialni z głową pełną myśli. Nawet nie czekał na jej odpowiedź. A może ona nie miała ochoty się z nim spotkać? Może wolała być w domu? Kogo chciała okłamywać... Ona pragnęła tego spotkania. Zeszła na dół, w tłumie pijanych piłkarzy znalazła Rafinhie, zbliżyła się do niego.
- Ja już spadam, do zobaczenia.- powiedziała, dając mu buziaka w policzek.
- Myślałem, że zostaniesz na dłużej.
- Innym razem.- uśmiechnęła się wychodząc z salonu. Pożegnała się również z resztą piłkarzy, ostatni raz wymieniła zalotne spojrzenie ze starszym Alcantarą po czym opuściła dom nowego kolegi.
Tej nocy praktycznie nie przestała, bo czy trzy godziny drzemki można nazwać snem. Przez cały ten czas myślała o spotkanym mulacie. Jego otwartość wcale jej nie przeszkadzała, wręcz przeciwnie imponowała jej. Zazwyczaj nie zachowywała się w taki sposób. Nie lubiła tego typu mężczyzn, ale on... On miał w sobie coś niesamowitego. Sprawił, że również się otworzyła. Była niezwykle przejęta spotkaniem z nim, a miało się ono odbyć już za kilka godzin.
Obudziła się około południa. Swoim zwyczajem zeszła do kuchni, aby zrobić sobie płatki. Uwielbiała czekoladowe kulki z małą ilością zimnego mleka. Im mniej go było tym lepszy miały smak.
- Dzień dobry pani Julio.- z szerokim uśmiechem przywitała starszą kobietę, u której wynajmowała pokoik. Nie płaciła czynszu, lecz opiekowała się nią. Był to swoisty rodzaj wymiany. Hiszpanka mieszkała tam już od kilku lat, więc obie traktowały się jak rodzinę. Obie były same, a co za tym idzie ich więź była bardzo mocna.
- Witaj Milagros.- staruszka przywitała ją równie ciepłym uśmiechem. Dziewczyna krzatątała się po kuchni, po czym zasiadła na przeciwko kobiety.
- Jak się pani dzisiaj czuje?- spytała wyraźnie zaniepokojona, wpatrując się w nią.
- Boli mnie głowa, ale to nic takiego.- oznajmiła, lecz od razu chciała uspokoić dziewczynę.
- Jutro pójdziemy na badania. To moja wina, że tak długo tam nie byłyśmy. Wszytko przez nadgodziny.- zmartwiła się, wspominając jak dużo czasu w tym miesiącu spędziła w restauracji. Wychodziła rano, a wracała późną nocą. Chciała zarobić trochę pieniędzy, by choć przez jakiś czas żyło im się lepiej.
- Kochanie przecież nic takiego się nie stało.- staruszka często mówiła do niej kochanie. Traktowała ją jak wnuczkę, której nigdy nie miała. Pani Mozntez - wdowa po prezesie jednej z największych firm w Hiszpanii oraz Milagros - dziewczyna biedna, która ciężko pracowała, by mieć cokolwiek własnego. Mimo bardzo dużej wiedzy, nie mogła jej wykorzystać. Po prostu nie było ją na to stać. Studia w tej części Europy to naprawdę duży wydatek, na który nie mogła siebie pozwolić. - A ty jak się czujesz? Wydaje mi się, że za ciężko pracujesz.- zauważyła po chwili ciszy.
- U mnie wszystko w porządku.- staruszka podniosła się z krzesła i podeszła do okna.
- Jakiś motor stoi pod naszym domem, chyba kolega do ciebie przyjechał.- powiedziała spoglądając na dziewczynę, która właśnie wkładała łyżkę do buzi.
- No... Bo... Widzi pani... On należy do mnie.- była wyraźnie zakłopotana. Dobrze wiedziała, że starsza kobieta nie przepada za jej pasją. Była to jedna z nielicznych spraw, w której się nie zgadzały.
- Milagros! Czy ty chcesz się zabić? Ile razy mam ci powtarzać, że to niebezpieczne?- Pani Montez nieznacznie podniosła głos. Brakowało jej już siły i pomysłów na wybicie dziewczynie z głowy pasji do motoryzacji oraz szybkiej jazdy. Martwiła się o nią jak o wnuczkę.
- Pani Julio, znów pani to mówi. Jestem ostrożnym kierowcą.- przewróciła oczami, grzecznie odpowiadając.
- Ale nie wszyscy tacy są.- kobieta popatrzyła na nią z troską. Jako jedyna się o nią martwiła.
- Proszę się nie martwić.- dziewczyna pocałowała staruszkę w czoło na koniec rozmowy.
Pobiegła do pokoju, założyła stare ubrania i zaczęła sprzątać. Dla niej niedziela była dniem do wszystkiego. Wtedy musiała zająć się domem, naszykowac rachunki do opłacenia, zrobić zakupy.
Zmywała naczynia podczas, gdy pani Julia siedziała na ganku przed domem, patrząc na barwiące się na ulicy dzieci. Zawsze marzyła o wnuczkach, lecz jej syn nigdy się nie ożenił, mieszka teraz w Sewilli i odwiedza ją tylko wtedy, gdy potrzebuje gotówki. Tę pustkę idealnie wypełniała Milagros, dziewczyna inna niż wszystkie. Miała w sobie wiele empatii i niezwykłą otwartość dla ludzi. To było coś niespotykanego. Zawsze silna i walcząca o swoje. Nigdy się nie poddawała, dając z siebie sto procent. Życie niespodziewanie dało jej w kość. Bardzo wcześnie musiała zająć się sobą.
Po niespełna trzech godzinach zakończyła prace domowe. Była zmęczona i najchętniej poszłaby teraz spać. Niestety, a może stety umówiła się z Alcantarą. Położyła się na łóżku, by choć przez moment odpocząć. Później umyła się, umalowała i przebrała.
- Pani Julio, ja wychodzę. Kolacja jest w lodówce. Da sobie pani radę?- spytała wkładając do torebki najpotrzebniejsze rzeczy.
- Tak słoneczko, baw się dobrze.- uśmiechnęła się ciepło.
Na podjeździe założyła kask i wsiadła na motor. Odpaliła go ruszając w kierunku domu Rafinhi.
Stał na dworze rozmawiając przez telefon, był niezwykle wzburzony. Niemal krzyczał do słuchawki, a gdyby mógł cisnąłby nią o brukowany podjazd. Zobaczył jak Hiszpanka parkuje przed domem. Zdjęła kask, przeczesując palcami niesworne loki w ciemnym odcieniu brązu. Przestał mówić, po prostu wpatrywał się w każdy ruch dziewczyny. Wydawały się bardzo delikatne i czarujące. Jakby w jednym momencie zmieniała się w magika i robiła z nim co chciała.
- Cześć.- powiedziała z szerokim uśmiechem, idąc w jego stronę. Stanęła na palcach, by dać mu buziaka w policzek, ten natomiast sprytnie przekręcił głowę i chwilę później tkwili w czułym pocałunku. - Ej! Co to miało być?- spytała z uśmiechem, tracącając go przy tym placem w tors.
- Miłe powitanie.- odparł sprawdziwszy, czy się rozłączył, wzruszając przy tym ramionami.
- Nie za szybko na takie gesty?- teatralnie założyła ręce na piersi. W odpowiedzi puścił do niej oczko. Popatrzył na jej długie, zgrabne nogi. To co tam zobaczył bardzo go zdziwiło, bowiem były to buty na wysokim obcasie.
- Jeździsz w szpilkach? Chcesz się zabić?- spytał z wyrzutem w głosie. Znali się dopiero kilka godzin, a on już poczuł, że się o nią boi. Nie rozumiał, dlaczego narażała się na takie niebezpieczeństwo.
- Przestań narzekać. Po to mnie zaprosiłeś?- wzruszyła ramionami, przewracając przy tym oczami. Nie lubiła, właściwie nienawidziła, gdy ktoś prawił jej morały dotyczące jazdy. Uważała, że to do niej należy decyzja co ma na sobie, czym się porusza oraz z jaką prędkością to robi.
- Masz ochotę na kino?- spytał chcąc zapobiec kłótni, która wisiała w powietrzu.
- Czemu nie.- uśmiechnęła się lekko.
Wsiedli do samochodu Alcantary i udali się do galerii handlowej, w której znajdowało się kino. W środku wybrali film. Wokół nich zebrała się mała grupa gapiów. Już po pół godzinie byli znudzeni. Milagros przesiadła się na fotel Thiago. Nie sprawiło im to żadnych problemów, ponieważ były one dość szeroke, a Hiszpanka mogła się pochwalić nienaganną figurą. Oparła głowę o obojczyk kolegi i wtuliła się w jego ciepłe ciało. On uśmiechnął się pod nosem i obejmiwszy ją silnym ramieniem kontynuował oglądanie filmu.
- Milagros.- szepnął przeczesując jej długie włosy.
- Co się stało?! Gdzie ja jestem?!- natychmiast z jej ust wydobył się potok pytań. Zupełnie nie wiedziała co się wokół niej działo. Ostatnie co pamiętała to moment przesiadania się na fotel Thiago.
- Spokojnie.- objął dłońmi jej twarz. - Zasnęłaś.- powiedział po chwili, głaskając jej policzek kciukiem.
- Co za wstyd.- zmartwiła się, kręcąc przy tym bezsilnie głową. Na twarz dziewczyny wlał się rumieniec, który w oczach Thiago dodawaj jej jeszcze więcej uroku.
- Żaden wstyd. Ja też trochę spałem.- uśmiechnął się i razem parsknęli niepohamowanym śmiechem.
Wyszli z kina kierując się w stronę domu piłkarza. Na miejscu zaprosił ją do środka. Usiadła na sofie opierając głowę o wygodny zagłówek.
- Chcesz coś do picia?- spytał uprzejmie, wyglądając zza kuchennej wysepki.
- Może być sok z grejfrutowy.
Moment później ujrzała Hiszpana niosącego napój owocowy. Zdziwiła się, gdy nie zatrzymał się w salonie. Czekał na nią na tarasie. Usiadła na brzegu basenu zanurzając nogi w ciepłej wodzie. Usiadł z tyłu obejmiwszy ją nogami, wtulając się w jej plecy. Uśmiechnęła się nieśmiało, a on pocałował ją w szyję.
- Ej!- pisnęła odpychając go od siebie.
- Stało się coś?- spytał zdziwiony, marszcząc przy tym brwi. Spojrzał na nią pytającym wzrokiem.
- Musisz być taki bezpośredni?- spytała trochę zirytowana jego zachowaniem. Powoli zaczynało ją to denerwować. Owszem bardzo lubiła Thiago, lecz momentami jego zachowanie wydawało jej się zbyt bezpośrednie. - Lubię cię, ale zaczynasz przesadzać. Znamy się dopiero jeden dzień.- odwróciła głowę w jego stronę.
- Ja już niczego nie rozumiem. Kiedy nic nie robie jest źle, kiedy jestem otwarty też źle.- westchnął z bezsilności opierając czoło o jej plecy.
- Widzisz...- zaczęła. Podniosła jego głowę, by móc patrzeć w jego czekoladowe tęczówki. Tym razem nie było w nich zadziornych iskierek, a smutek i bezsilność. - Powinieneś być sobą, a dziewczyny stałyby pod twoim domem w kolejce.- uśmiechnęła się lekko, próbując obrócić wszystko w żart.
- Już stoją, ale chcą tylko dwóch rzeczy: moich pieniędzy albo no wiesz czego...- roześmiała się głośniej słysząc jego wyznanie. Niestety taka była prawda. Zaczął się gubić. Nie wiedział kiedy któraś z nich jest z nim dla pieniędzy, sławy lub uczucia. Choć to ostatnie było wątpliwe.
- Ja chcę tylko ciebie.- powiedziała ledwosłyszalnie z nadzieją, że niczego nie usłyszy. Przytulił ją, a ona odchyliła głowę opierając ją o jego obojczyki. Zaciągnęła się zapachem jego słodkich perfum, przymykając przy tym powieki.
- Może zacznijmy wszystko od nowa. Thiago.- podał jej dłoń przedstawiając się ponownie.
- Milagros.- uścisnęła ją, bez słowa sprzeciwu przystając na jego pomysł. Chciała poznać go takiego, jaki jest naprawdę, w gronie bliskich.
- Masz ochotę wybrać się na mój mecz?- spytał z nadzieją. Chciał mieć na trybunie kogoś bliskiego. Choć dopiero zaczynali się poznawać, czuł jakby znał ją od zawsze.
- Oczywiście, zawsze o tym marzyłam, niestety nigdy nie miałam na to pieniędzy.- ucieszyła się, wspominając ojca, który był fanem futbolu, a przede wszystkim cule.
- Od teraz będziesz chodziła na każdy mój mecz.- pocałował ją w czubek głowy. Był szczęśliwy i nie wiedział skąd u niego taki humor.
Siedzieli tak przez dłuższy czas. Nie odzywali się do siebie, wystarczała im sama obecność. Doskonale czuli się w swoim towarzystwie i nawet milczenie im nie przeszkadzało.
- Twój sok.- oznajmił, podając jej szklankę, która znajdowała się nieopodal.
- Zupełnie o nim zapomniałam.- upiła łyk, rozkoszując się smakiem ulubionego napoju. Uwielbiała słodko - gorzki smak grejfruta.
Siedzieli tak rozmawiając o wszystkim i o niczym. Wtuleni w siebie popijali sok ze świeżo wyciśniętych cytrusów z lodem, w szklankach z palemką oraz rurką.
- Thiago ja już muszę wracać.- powiedziała spoglądając na biały zegarek z jasnorózowym paskiem, widniejący na jej prawym nadgarstku.
- Odprowadzę cię, jeśli pozwolisz.- puścił do niej oczko, wstając z ziemi i podając jej swoją dłoń.
- Nie mam nic przeciwko.- odpowiedziała znów onieśmielając piłkarza uśmiechem.
Wyszli z willi i powoli, nie spiesząc się, szli w stronę domu Hiszpanki. Mieli ochotę cieszyć się jeszcze sobą. Nie zauważyli jak szybko minął im ten dzień.
- Mieszkasz sama?
- Nie, mieszkam z panią Julią Montez. Opiekuję się nią, a w zamian nie muszę płacić czynszu. Z mojej małej pensji nawet nie miałabym czym zapłacić...- sięgnęła do torebki, gdy coś jej się przypomniało. - Dasz to Rafinhi? - Spytała podając mężczyźnie 200 euro.
- Oczywiście, a dowiem się dlaczego?
- Pożyczył mi 600 euro na zakup motoru.
- Przekażę mu.- potwierdził raz jeszcze.
- Jesteśmy na miejscu.- odpowiedziała zatrzymując się pod małym, białym domkiem. Nagle poczuli, jak krople ciepłego, wiosennego deszczu zaczynają moczyć najpierw ich ubrania i włosy, a potem ciała.
- Do zobaczenia.
- Mam nadzieję szybkiego.- powiedział całując ją czule. Tym razem się nie opierała. Moknęli coraz bardziej, ale nie chcieli przerywać tej niezwykłej chwili. Jeśli można określić ich najlepszy pocałunek to zdecydowanie był nim ten.
Pocałunek w deszczu niczym w komedii romantycznej...



poniedziałek, 13 lipca 2015

Prolog


On i ona. 
Dwoje ludzi, których połączyła jedna wspólna gra. 
Jedno spojrzenie, jeden pocałunek, jedna rozmowa i uczucie, o którym marzy każdy człowiek. Miłość mocna niczym stalowy łańcuch. Wydawać by się mogło, że nic nie jest w stanie jej przerwać. Lecz to tylko złudne pozory... 
Zbyt często byli wystawiani na próbę. Nie mieli na to siły, zbyt bardzo ranili siebie nawzajem, by ciągnąć to dalej, by być razem szczęśliwi. Niespodziewanie los sprezentuje im najlepszą niespodziankę, jaką można dostać. Czy ich drogi jeszcze się skrzyżują? A może już nigdy się nie zobaczą? Czy prezent od losu pomoże im naprawić stosunki? Czy mimo wielu starych ran wszystko skończy się dobrze?


Zatrzymali się na czerwonym świetle,  przez szybę zobaczyli, jak motocyklista staje na pasie obok. Nie dziwiłoby to zapewne, gdyby nie fakt, że kierowcą pojazdu okazała się kobieta. Spod kasku wystawały jej długie, brązowe włosy spływające kaskadami po jej plecach. Zapaliło się zielone, a szatynka ruszyła z piskiem opon podczas, gdy oni oswajali się z tym dość niecodziennym widokiem.
Przejechali jeszcze dwa kilometry, gdy ujrzeli tę właśnie dziewczynę stojącą na poboczu i usiłującą odpalić motocykl. Postanowili zatrzymać się ispróbować  jej pomóc. Wysiedli z samochodu od razu kierując się w stronę dziewczyny.
- Stary gruchot. To już drugi raz w tym tygodniu.- kopnęła oponę, a razem z tym z jej ust wydostała się wiązanka niecenzuralnych słów. Była wściekła, nie tak miał się skończyć ten dzień.
- Potrzebujesz pomocy?- spytał jeden z nich.  Podniosła na nich wzrok. Chłopak był bardzo przystojny, a urodą przypominał Brazylijczyka.
- A znacie się na tym?- odpowiedziała pytaniem na pytanie, a w jej głosie malowała się wielka nadzieja. Byli jej ostatnią szansą tego dnia.
- Pokaż.- oznajmił ten sam,  a następnie podszedł do zepsutego pojazdu. Dokładnie obejrzał maszynę. Podpiął jeden z wiszących przewodów pod jakieś miejsce pod osłoną. Mimo że nie był to ogromny wysiłek, sprawiło mu to trochę trudności.
- Daleko mieszkasz?- spytał odpalając maszynę.
- Kilometr, może mniej...- zamyśliła się analizując długość trasy z pracy.
- To dobrze, bo długo tak nie pociągnie. Wpiąłem ten przewód i myślę, że do domu powinnaś dojechać.- poinformował ją wskazując miejsce naprawy oraz winowajcę przymusowego postoju.
- Serio tylko jeden?- jęknęła. - Męczę się z tym gruchotem w garażu już od tygodnia. Chyba muszę wymienić go na nowszy model. Tak w ogóle to nie przedstawiam się wam, jestem Milagros.- podała im dłoń, wcześniej zdejmując skórzane rękawiczki.
- Rafinha.
- Marc.
- Jonathan.- Po kolei się przedstawili.
- Sama go naprawiasz?- spytał z wyraźnym zdziwieniem w głosie. Był pod wrażeniem i nawet nie próbował tego ukryć. Nigdy wcześniej nie spotkał dziewczyny o takich zainteresowaniach.
- Można tak powiedzieć, ten motocykl odrestaurowałam bez niczyjej pomocy. To taka moja mała pasja. A wy jeździcie?- zapytała zaciekawiona.
- Od dłuższego czasu zastanawiam się nad kupnem motoru.- westchnął z rozmarzeniem. Od kilku miesięcy poważnie zastanawiał się nad zakupem dwukołowego pojazdu.
- Jeśli chcesz to mogę ci w tym pomóc. Przy okazji jakoś ci podziękuję za naprawę. Rafinha, zgadłam?- uśmiechnęła się szeroko.
- Zgadłaś.- roześmiał się. - Zapisz mi swój numer.- podał dziewczynie komórkę, którą po chwili mu oddała, wcześniej wpisując ciąg liczb.
- Proszę.- uśmiechnęła się szeroko.
- Teraz musimy już uciekać, za pół godziny mam trening. Zadzwonię później.- ostatnie zdanie powiedział z wnętrza samochodu.
Mężczyźni odjechali w stronę Ciutat Esportiva, a Hiszpanka wróciła do domu.

Majsterkowała w garażu już dobre trzy godziny, nagle usłyszała dzwonek telefonu.
- Nie przyjmuję żadnych ofert...- zaczęła.
- Nawet pomocy z zakupem motocykla dla mnie?- w słuchawce rozbrzmiał głos znajomego mężczyzny.
- Rafinha, przepraszam nie wiedziałam, że to ty.- roześmiała się.
- To jak, w kawiarni el Sol za godzinę?
- Jasne. Czekaj tam na mnie.
Rozłączyła się i czym prędzej pobiegła umyć się z resztek smaru i oleju, które zostały jej po naprawach. W końcu musiała jakoś wyglądać.
Na spotkaniu oboje bawili się niezwykle dobrze. Nie rozmawiali tylko o motoryzacji. Mieli wiele innych wspólnych pasji.
- Jutro o 17.00 przyjadę po ciebie. Nie zapomnij!- powiedział, gdy wychodziła z lokalu.
- O to się nie martw.- odpowiedziała i pomachała na pożegnanie idąc w przeciwnym kierunku.


~~~
Witam serdecznie na kolejnym blogu :)
poprzedni blog -----> Gran Cambio
Tym razem z zawrotną prędkością przemierzamy przez historię młodej Hiszpanki, kochającej motocykle oraz szybką jadę.
Mam nadzieję, że spodoba się wam to co tu naskrobałam. ;) 
Opowiadanie jest niemal w całości, ale bie chcę ustalać jakiegoś dnia publikacji nowych rozdziałów, ponieważ brakuje mi kilku środkowych (tak dobrze widzicie środkowych XD).
Kilka słów ode mnie już padło w takim razie... ZACZYNAMY 

Zachęcam do zostawiania po sobie śladu w postaci KOMENTARZY (tych negatywnych również).